Wywiad z Robertem Kiełbem
Robert Kiełb – stylista, kostiumograf, model. Jego charakterystyczny wygląd jest atutem, lecz to nie on sprawia, że Kiełb jest coraz popularniejszy w polskiej branży modowej. Zdolny, przystojny i inteligentny jest jedną z osób nowej fali w polskiej modzie. Nam opowiada o stylu ulicy, poziomie dziennikarstwa modowego oraz… blogerkach.
fot. Kamil Zacharski
Patryk Chilewicz: Jesteś stylistą. Patrząc na to co dzieje się przede wszystkim w internecie mam wrażenie, że stylistą może zostać każdy. To prawda?
Robert Kiełb: Przede wszystkim jestem człowiekiem, a dopiero później stylistą i kostiumografem. Ta kolejność ma duże znaczenie w moim życiu. Stylizacja jest usługą, której kanony teoretycznie możemy poznać szybko, ale to czas, praca i wytrwałość decydują jakim stylistą się jest. Oczywiście i na szczęście to rynek decyduje i reguluje kto i do jakich zadań modowych nadaje się.
Dlaczego to słowo jest tak wyświechtane?
Każdy fascynat może ogłosić się dziś stylistą po przestudiowaniu kilku blogów, lecz to nie sprawia, że staje się nim. W tym kraju każdy może ogłosić się specjalistą od wszystkiego, co zwykle nie ma nic wspólnego z prawdą. W takich przyszło nam żyć czasach.
Czy Polacy dobrze się ubierają?
Mnie polska ulica fascynuje – itym jak się zmienia, i tym, że jest mocno zróżnicowana. Pracując jako konsultant przy dokumencie „Political dress”, zauważyłem ogromny dystans jaki nas dzieli do ulic Londynu, ale czy to na pewno jest złe? Koloryt Warszawy czy Krakowa jest bardzo poztywny i jedyny w swoim rodzaju.
Jak określiłbyś styl przeciętnego Polaka?
Progres polskiej mody ulicznej jest bezdyskusyjny i pozytywnie się wybija na tle innych państw regionu. Jeśli coś mnie dziwi to tendencja Polaków do przeceniania trendów i ślepemu oddawaniu się temu, co uznają za modne magazyny mające wyznaczać trendy.
Wciąż pokutuje stereotyp, że strojenie się „jest dla bab”, lecz widać, że ulega to zmianie. Myślisz, że polscy mężczyźni niedługo przestaną się bać dobrze wyglądać?
Strojenie mamy w genach! Poobserwuj starszych ludzi na ulicy – widziałem tylu staruszków w świetnych garniturach czy butach, że sam jestem w szoku. Kiedyś nawet prowadziłem świąteczne warsztaty dla starszych osób i sporo było naprawdę fajnie ubranych.
Mam wrażenie, że Polska również jeśli chodzi o wygląd podzieliła się na aglomeracje miejskie i mniejsze miejscowości. Zauważasz to? Czego potrzeba mieszkańcom małych miast?
Trudno mi się wypowiadać w kwestii małych miast, to pytanie bardziej dla antropologa kultury. Oczywistym jest, że mniejsze miasta oznaczają także mniejsze możliwości, szczególnie zakupowe. Pamiętajmy, że moda to proces, który cały czas się zmienia i trudno oczekiwać aby każdy chciał za nią ślepo podążać. Musimy dać ludziom wolną wolę w ich wyborach, również ubraniowych.
Muszę zadać standardowe pytanie: czy Polska może stać się jakimś lokalnym, na nasz region, centrum mody?
A czym właściwie jest centrum mody? Myślę, że przede wszystkim silnym i kreatywnym środowiskiem twórczym z odpowiednim warsztatem. Wciąż uczymy się tego, a także rezygnacji z niepotrzebnych aspiracji. Przykładowo Antwerpia przeżyła reformacje, Hiszpanów i kilka kolejnych wojen. Teraz to małe miasto jest niezwykle twórczym ośrodkiem, także modowym. Nauka poszukiwania horyzontów w modzie jest jeszcze przez nas niezdobyta… ale możliwa!
Mówi się, że osoby związane z modą nie grzeszą inteligencją. Znam cię i wiem, że nie jest to prawda, jednak patrząc na niektóre wypowiedzi telewizyjne czy prasowe trudno się z tym nie zgodzić… Kto, według Ciebie, dobrze mówi czy pisze o polskiej modzie?
Polska moda walczy o przetrwanie, a dziennikarstwo modowe dopiero raczkuje. Próżno szukać autorytetów. Pisałem pracę magisterską z historii mody, więc mogę powiedzieć, że zdobyłem pewną wiedzę. Pamiętam premierę filmu o Yves Saint Laurentcie, po której odbywał się panel dyskusyjny, na który była zaproszona cała branża. Gdy głos zabrała jedna ze znanych polskich projektantek załamałem się. Nigdy w życiu nie słyszałem większych głupstw przeplatanych dodatkowo jakimiś zbędnymi informacjami z jej życia prywatnego. Zmierzam do tego, że nie zawsze trzeba się na wszystkim znać, nawet w modzie. Umiar i logiczne myślenie może też być cool, dlatego bardzo cenie ludzi rozsądnych. Kibicuję dziennikarce, która na łamach swojego bloga Harel nie tylko ciekawie opisuje bieżące wydarzenia i pokazy, co też zastanawia się i doszukuje „modowej prawdy”. Doceniam Anię Kuczyńską, której marka o dziwo jest bardzo głęboko osadzona w Warszawie, a jej działania naprawdę przemyślane. Ania bardzo często roztropnie i sprawiedliwie wypowiadała się o polskiej modzie i to nie w tonie wyroku. Jej udział w publicznej dyskusji jest cenny. Prócz tego współpracując z magazynem „Maj” odkryłem nową gwiazdę dziennikarstwa – Karolinę Sulej. To postać, która nie ogranicza się w pisaniu jedynie do mody, lecz gdy już się nią zajmuje, robi to w fascynujący sposób.
Jaki jest twój stosunek do szafiarek, blogerek? Słyszałem głosy, że niektórzy styliści martwią się o pracę przy ich rosnącej popularności.
Plotki muszą być, takie życie! (śmiech) Doszukiwanie się konkurencji jest głupie i szkoda na to marnować siły. Porównywanie stylistów i znanych blogerów jest krzywdzące oraz niepotrzebne dla obu stron. Przyszłość pokaże!