Wywiad z Konradem Parolem
No tags for this post.
Kilka lat temu o Konradzie Parolu mówili wszyscy. Uznawany był za młodą gwiazdę, osobę, która wnosi dużo świeżego powietrza do tej sztuki. Wszystko szło dobrze do pewnego momentu, gdy ten zniknął. Co się z nim stało? Postanowiliśmy spytać Parola co u niego słychać, co robił gdy go nie było i co z pewnego dystansu sądzi o polskiej modzie.
Patryk Chilewicz: W pewnym momencie byłeś jednym z najbardziej obiecujących projektantów. Dlaczego teraz Cię wszędzie mało?
Konrad Parol: Myślę, że nic się nie zmieniło w tym względzie i nadal jestem (śmiech). A tak na poważnie, ostatnio usłyszałem, że rzuciłem wszystko na rzecz teatru, co nie jest do końca prawdą. Od początku stawiałem na niezależność. Nie podporządkowywałem swoich kolekcji dyktaturze ścianek. Byłem niezależny finansowo, sam na wszystko zarabiałem. Tak się złożyło, że w wyniku kilku nieprzewidzianych następstw, musiałem skapitulować na chwilę i uspokoić debetową zadyszkę… Nie przewidziałem, ze ta „chwilowa” przerwa potrwa tak długo. Jednak nie poddałem się i nieustannie dążę do powrotu PAROLA na rynek. Jeszcze chwilę to potrwa, ale wrócę silniejszy i dojrzalszy.
Fot. Krzysztof Wyżyński
Fot. Krzysztof Wyżyński
Czym obecnie się zajmujesz?
W międzyczasie udało mi się zrealizować jeden z celów i na stałe nawiązałem współpracę z teatrem i operą. Wszystko dzięki Mai Kleczewskiej, która we mnie uwierzyła i dała szansę. Od dwóch lat projektuję kostiumy do teatru. Kolejny cel, który udało mi się zrealizować w ciągu tej „przymusowej” przerwy to stworzenie młodszej i tańszej linii BLGR Boys Left Girls Right. To uniseksowy, streetowy brand bardziej demokratyczny i skierowany do szerszego grona klientów. Wierzę, że udało mi się zachować swoje DNA w tym niewielkim przedsięwzięciu.
Fot. Krzysztof Wyżyński
Fot. Krzysztof Wyżyński
Projekty twoich ubrań były bardzo odważne, w kontrze do panującego wśród polskich projektantów minimalizmu. Ludzie kupowali te pomysły?
W Polsce pukali się w czoło i pytali kto to będzie nosił, poza kilkoma wyjątkami jak Janusz Noniewicz czy Michał Piróg. Na Zachodzie, a w zasadzie na Wschodzie, w Azji, kupowali. Azjatyccy klienci i butiki od pierwszej kolekcji REBELS FW 2009 dali mi kredyt zaufania i wpuścili na swoje podwórko. Nasza współpraca układała się bardzo dobrze i zapowiadała się perspektywicznie. Plany pokrzyżowało mi tsunami w Japonii w 2011r. To główny powód mojej obecnej absencji.
Fot. FW Tuliński
Fot. FW Tuliński
Skąd w polskich projektantach takie zamiłowanie do oszczędnego, wręcz ascetycznego w formie kroju?
Proste – ekonomia i podaż. Warunki dyktuje rynek i klienci. Wyprodukuj tanio, sprzedaj drogo. Tak naprawdę rynek w Polsce jest bardzo młody, niedawno przestał raczkować i zaczął stawiać pierwsze świadome kroki. W krótkim czasie musieliśmy nadrobić to, z czym nasi rówieśnicy mieli do czynienia od urodzenia. Uczymy się szybko i dobrze rokujemy.
Fot. FW Tuliński
Fot. FW Tuliński
Jesteś trochę na uboczu. Nie bywasz na pokazach kolegów, nie integrujesz się ze stylistami czy fotografami. Dlaczego?
Jestem człowiekiem starej daty. Jeśli ktoś mnie zaprasza, to wtedy „bywam”, bez zaproszenia nie pcham się nieproszony. Życie w blasku fleszy zawsze mnie stresowało. Najgorzej wspominam moment, kiedy musiałem po każdym swoim pokazie wyjść i się ukłonić. Jestem introwertykiem i najlepiej mi, kiedy jestem niewidoczny.
Utrzymuję kontakty ze sprawdzonymi fotografami i stylistami, z którymi zaczynaliśmy wspólnie i realizowaliśmy wspólne projekty. Faktycznie to niewielkie grono. Życie nie kręci się wyłącznie wokół mody, fleszy, stylistów i fotografów. Jest tylu ciekawych ludzi niezwiązanych z moją branżą, że szkoda by mi było fokusować się tylko na „branżowych” eventach. Poza tym w ostatnim czasie jestem całkowicie pochłonięty przez teatr i w zasadzie nie ma mnie miesiącami w domu.
Fot. Krzysztof Wyżyński
Fot. Krzysztof Wyżyński
Czy polska moda ma szansę wyjść spoza małej czarnej czy białej oraz kilku wciąż tych samych twarzy? Mam wrażenie, że towarzystwo jest dość skostniałe…
Nie uważam tak. Zależy, w którym kierunku się patrzy. Mnie mainstream nie interesuje. Faktycznie jest skostniały i powoli zaczyna zjadać własny ogon. Od początku bliższy mi był off, w którym aż kipi od nowych nazwisk i kreatywności. Tam raczej nie uświadczysz małej białej czy nudnej małej czarnej.
A jeśli nie moda to co? Czym byś się zajmował?
Jeśli nie moda, to teatr, opera i film. Na szczęście mam to wszystko i nie muszę się zastanawiać co by było gdyby. Mam szczęście w życiu, bo kocham to co robię.
Foto: Łukasz Dziewic