Wywiad z Adamem Plucińskim
Adam Pluciński to fotograf pracujący dla największych polskich magazynów i brandów. Jego prace mogliśmy oglądać w „Vivie!”, „Pani”, „Glamour” czy „Fashion Magazine”, a także w sesjach takich marek jak Levi’s, Reserved, Thunderblond, ZUO Corp oraz La Mania. Mało kto wie, że udziela się również w… dubingu. Przystojny, dobrze wychowany i mający tysiąc pomysłów na minutę Adam zdradził nam co jest dla niego najważniejsze w fotografii.
Patryk Chilewicz: Mam wrażenie, że dziś fotografów jest więcej niż ludzi do obfotografowania. Jak myślisz, skąd ten szał?
Adam Pluciński: To łatwe i przyjemne, zaczynąc od fotografii – przenośnej pamięci po kreowanie, wymyślanie siebie i swoich światów, mimo, że jest 2014 rok ludzie wciąż wierzą w fotografie jako dowód. A w modzie szał ten stąd, że w ogóle moda jest modna i fajna. Ten cyrk jest cudowny, ci ludzie, dzianie się, zawsze wszystko jest spektakularne, szybkie. To nie jest złe dopóki ludzie wyżej, decyzyjni (styliści, artystyczni, naczelni, szefowie działów) mają dobre narzędzia selekcji. To oni odcinają wszystko lub wybierają poniektórych. Problem w tym, że nie zawsze te narzędzia dobrze działają, a głód dziania się wzrasta.
Jesteś jednym z popularniejszych fotografów młodego pokolenia. Trudno było dostać się do czołówki?
I trudno i nie trudno. Jestem w tym równo 10 lat. Jak miałem 17 lat poszedłem na praktyki do studia, najlepszego w tamtych czasach, więc wiekszość najfajniejszych rzeczy, które działy się na mieście, działy się przed moimi oczami. A mi odpaliło jakieś trzy, cztery lata temu. Wtedy zupełnie odciąłem się od asystowania i oporowo poszedłem w zdjęcia. I udało się. Mały, jędrny rynek. Najważniejsze, żeby cały czas dobrze się bawić, w ogóle zabawa jest najważniejsza. I żeby być dobrym człowiekiem, doceniać pracę każdego, kto jest na planie. Chamstwo i surowość szybko wypadają, bo nikt nie chce pracować z ciśnieniowcem czy bufonem. Poprostu fajnie jest pracować z fajnymi ludźmi i z tego najczęściej wychodzą fajne zdjęcia.
Branża modowa jest bardzo hermetyczna. To przeszkadza czy pomaga w pracy?
Bardzo pomaga. Mogłaby być jeszcze bardziej. Jak kiedyś.
Gdy fotografujesz już modelkę to na co zwracasz uwagę przede wszystkim? Włosy, wyraz twarzy, poza?
Na wszystko. Na tym polega fotografowanie mody, na widzeniu wszystkiego. Od historii, przez casting, stylizacje, włosy, make up, paznokcie, po czysto fotograficzne rzeczy jak przysłona, czas, światło, temperatura, wszystko. Fotografia jako medium nie za bardzo robi na mnie wrażenie. Straciłem do niej serce na ASP. A uwielbiam modę i dobrego bohatera. To mnie trzyma, mam z tym kontakt poprzez fotografię. Ale siedzę na style.com czy models.com tyle samo co stylista, booker, czy art. Mnie to po prostu interesuje i żeby dobrze to robić trzeba się na tym znać. Mam nadzieję, że w Polsce skończyły się już czasy ludzi robiących fajne obrazki i przy okazji tego wydarzała się tam moda. Fotograf według mnie to węzeł, w którym łączą się wszystkie składowe. Co też nie oznacza, że mówię wszystkim co mają robić, bardziej słucham, ponieważ często pracuję z ludźmi z o wiele dłuższym stażem niż ja, więc słucham i koordynuję tym w mojej głowie i odsyłam komunikat w postaci zdjęcia. To jest ciągły dialog z każdym, wielogłos. I może z tego wyjść piękny utwór, a może z tego wyjść gówno. Ale i gówno jest po coś.
Dziś fotografem jest każdy, nawet ja mam Instagram. Czy to umniejsza pracę takich zawodowców jak ty?
Nie. Nie mam żadnej jazdy, że każdy ma aparat w telefonie i pakiet mega filtrów i to mnie gdzieś wbija w ziemię i umniejsza mojej pracy. Inspiruję się wszystkim. Jak Fabien Baron wrzuca zdjęcie papugi – robię screenshot i wrzucam do folderu. Jak Patrycja Gacka robi zdjecie swojej twarzy – robię screenshot i też wrzucam. Jem wszystko, co dobre. A dopiero na końcu edytoriale w gazetach. Ty, Patryk, też masz kilka takich zdjęć na Instagramie, które zjadłem i może w niedalekiej przyszłości wydale z siebie jako pomysł na set design czy coś. Moją religią jest inspiracja, a nie aspiracja. Nie ma sensu mówić kto jest kim, bo to zawsze kończy sie albo na smutnym zburzeniu projekcji, albo na chorym potwierdzaniu wlasnej wydumanej wartości.
Sesja dla magazynu „Pani”
Sesja dla magazynu „Pani”
Czy twoja pasja, jaką jest fotografia, z czasem i kolejnymi zleceniami nie stała się smutną rutyną? Jak się przed tym bronisz?
Tak jak mówiłem wcześniej, ja jaram się modą lub bohaterem. Małą formą. Sprzedawaniem marzeń, czasem podglądaniem, ale najczęściej fajnym spędzaniem czasu. Robię to, na co mam ochotę.
Komu najbardziej na świecie chciałbyś zrobić sesję?
Wenus z Willendorfu albo Amber Valett’cie. A tak naprawdę to nie komu, tylko dla kogo: Balenciaga, Valentino, Yamamoto, Jil Sander.
A czy jest ktoś lub coś, czego za nic w świecie nie zgodziłbyś się uchwycić aparatem?
Jest tego bardzo dużo…
Sesja dla „Harper’s Bazaar”