Restauracja Montenegro – bałkański szał w środku stolicy
Na tyłach głównej arterii miasta, w pobliżu jednego z wciąż najmodniejszych placów Warszawy, znajduje się niewielka, lecz zwracająca uwagę restauracja Montenegro. Nazwa wywodzi się od Czarnogóry, która gra tu właśnie pierwsze skrzypce. Kuchnia bałkańska wciąż jest niedoceniana w Polsce – zachwycamy się Paryżem, Londynem czy Rzymem, lecz z pewną ignorancją traktujemy piękną, bogatą i intrygującą kuchnię naszych południowych przyjaciół. Warto to zmienić.
Stając przed Montenegro widzimy, że mimo niedużych rozmiarów, restauracja jest świetnie zaplanowana. Stylowe schody, estetyczny bar i pełne przeszklenie wnętrz sprawiają, że przestrzeń wydaje się o wiele większa niż jest w rzeczywistości. Mimo dość surowego wnętrza mnogość klimatycznych zdjęć na ścianach oraz miękkie kanapy na pierwszym piętrze sprawiają, że jest tam naprawdę przytulnie. Warto uważać na wspomniane sofy – zbyt długi wypoczynek połączony z tutejszą kuchnią może skutkować niezapowiedzianą drzemką. Wiem, bo sprawdziłem.
Dostając kartę, uwagę przykuwają od razu ceny. Pyszny bałkański rosół kosztuje tylko 11 złotych, a kieszeń z filetu kurczaka, którą trudno się nie najeść, 30 złotych. Z takimi stawkami Montenegro plasuje się naprawdę na bardzo dobrej pozycji, co zresztą widać – spotykają się tam zarówno biznesmeni, jak i całe rodziny, pary czy przyjaciele. Starzy i młodzi, eleganccy i ci mniej. Ten lokal stoi otworem dla wszystkich.
Na przystawkę zamówiłem deskę sireva (25 zł), czyli różnorodny miks bałkańskich serów i wędlin. Podane na drewnianej desce w otoczeniu odrobiny zieleniny jest świetną przekąską na powitanie. Ci, którzy nie mają w zwyczaju zamawiać niczego przed daniem głównym, też będą mile zaskoczeni, gdyż Montenegro serwuje dla gości bałkańskie serki i kromki świeżego chleba.
Ci, którzy chcieliby na szybko schrupać coś na ciepło, powinni być zachwyceni śkampi na buzaru (24 zł), czyli krewetkami duszonymi w czerwonym winie z pomidorem i czosnkiem. To idealna przekąska w środku dnia: wina nie ma na tyle, by zakręciło się w głowie, a czosnek jest świetnie wyważonym dodatkiem. Krewetki zaś są świeże i chrupiące – takie jak powinny być.
Innym pomysłem na zimne popołudnia czy weekendowe poranki jest rosół bałkański, czyli pileća supa (11 zł). Nim będą usatysfakcjonowani zarówno ci wspominający mamine zupy, jak i pragnący poznać bałkańskie smaki. Świetnie doprawiony, co jest podstawą rosołu, na świeżym mięsie i z rozpływającym się w ustach makaronem sprawia, że trudno nie zamówić od razu drugiej porcji.
Przejdźmy jednak do dań głównych. Tutaj polecam przede wszystkim pljeskavicę gurmańską na kajmaku (31 zł). To genialny bryzol z siekanego mięsa z dodatkiem oryginalnego, bałkańskiego sera kajmak powstającego z mleka bawołu. Bryzol w Montenegro jadłem nie raz i zawsze był tak samo pyszny: z wierzchu lekko twardy, a w środku miękki i świetnie doprawiony w iście południowym stylu. Marzenie w ustach!
Co ciekawe, mi najbardziej do bałkańskich potraw pasowało ciemne piwo, lecz dla bardziej wybrednych Montenegro oferuje też wino czarnogórskie, a dla tych będących samochodem lub w godzinach służbowych niezawodną wodę Perlage. Jeśli jeszcze jakimś cudem nie narobiłem Wam smaku, to muszę wspomnieć o wybitnie miłej obsłudze – sprawnej, sympatycznej i odnoszącej się z wielkim szacunkiem do gości. Wiele droższych restauracji może pozazdrościć Montenegro klasy i smaku. Brawo!
Montenegro Restaurant & Bar
Natolińska 3, Warszawa
Patryk Chilewicz
Tags:
bałkany,
pyszne,
slow food,
kuchnia,
kuchnia bałkańska,
restauracja,
warszawa,
montenegro