Bubbles – szampan bez zadęcia
Jeśli myślicie, że za szampanem musi iść od razu kawior, luksus, sztywny obrus i nabożna atmosfera – jesteście w błędzie. Szlachetne bąble można pić ot tak, po prostu. Udowadnia to nowa warszawska restauracja Bubbles.
– Niektórzy mówią, zż czują się u nas tak, jakby siedzieli u przyjaciół w kuchni – śmieje się właściciel Tomasz Pydyś. I faktycznie: ciepłe wnętrze pełne starych krzeseł czy siedzisk z poduchami i czarnych tablic z wypisanymi specjałami dnia oraz happy hours (na szampana też można tu dostać dobrą cenę!) bardziej przypomina przytulne bistro niż to, co kojarzymy zazwyczaj z champagne barem.
Dodajmy do tego jeszcze stół, na którym przyrządza się raclette (czyżby to jedyne miejsce z tym specjałem w mieście?), kroi się wędliny lub sery i na którym – w specjalnym imadle – stoi wielka belotta, pyszna iberyjska szynka.
Do tego trzy magiczne lodówki. W pierwszej – czerwonej, wielkości małej ciężarówki – są regionalne piwa, przetwory szefa kuchni, wędliny i sery – zarówno te polskie od sprawdzonych dostawców ( jak choćby Rancho Frontiera), jak i francuskie czy włoskie. W drugiej są desery: ręcznie robione na miejscu trufle, ciasta, kremy i genialny sernik w słoiku ( kremowy serek posypany jest warstewką kruszonego ciasta: to bardziej krem niż ciasto; co ciekawe, jeśli na deser nie starczy już miejsca – słoik można zakręcić i zabrać ze sobą do domu). No i trzecia, najważniejsza: znajdują się tam, jak mówi pan Tomasz, „bąble”. Czyli szampany – podawane tu również na kieliszki – zarówno od małych, sprawdzonych producentów, jak i specjalny wybór z Szampanii, od najlepszych wytwórców; oraz wina musujące.
To wokół szampanów ułożone jest menu, jednak niezwykle niestandardowo. Bywają tu i ostrygi (wystarczy zajrzeć do pierwszej lodówki), jest i foie gras z kompresowanym w calvadosie jabłkiem, ale pod szampana podaje się tu również śledzia z klasyczną sałatką ziemniaczaną… Szef Łukasz Mikołajczyk, którego zgodnie z zasadą kuchennej przytulności Bubbles widać w otwartym na salę stanowisku pracy, gotuje klasycznie (królują tu pasztety, steki, kaczka czy szpik), ale lubi też zaszaleć: w kuchni ma niesłychane poczucie humoru, czego dowodem jest choćby genialny tatar z pomidora, który wygląda i smakuje tak, jakby zrobiony był z sarniny… Z kolei na sandaczu podanym na świetnie przyrządzonym jarmużu różowią się kawałki raków z różowego sosu. Sorbety przyrządza szef na oczach gości: sok z cytryny, trochę cukru, ciekły azot i deser gotowy… Do tego nie boi się regionalnych produktów ( ślimaki są z Mazur!) i nowości w karcie – co chwilę wymyśla coś, co ląduje na czarnej tablicy: często są to wyborne ryby od Fish Lovers.
Bubbles to więc niezwykły format: kręcący się po prostu wokoło pasji i uwielbienia prawdziwej kuchni i „bąbli” – również tych z Perlage. Czy to działa? Wystarczy popatrzeć na zadowolonych ludzi, swobodnie dzielących się jedzeniem i popijających z pięknych kieliszków złoty płyn…